Niektórym z nas tak długo towarzyszy odczucie przygnębienia, że nabieramy przekonania, że jest to nasza stała cecha i że po prostu nie jesteśmy zdolni do odczuwania radości i satysfakcji z życia.  Stale towarzyszy nam odczucie melancholii, może chwilowo przerywane jakimś dobrym zdarzeniem. Do tego, nasze życie wydaje nam się szare, nijakie, możemy mieć poczucie, że czas przecieka nam przez palce, niewiele nam się chce robić lub chce nam się często płakać. Możemy też widzieć siebie, jako mało wartościowych, niemających wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Taki rodzaj doświadczenia może wskazywać na utrwalone zaburzenie depresyjne.

Dystymia jest nieco łagodniejszą formą depresji, jej cechą charakterystyczną jest to,  że trwa długo (co najmniej dwa lata). Jest źródłem cierpienia, ale nie upośledza życia w sposób tak wyraźny jak depresja.  Żeby można było zdiagnozować dystymię konieczne jest występowanie na jakimś etapie choroby przynajmniej trzech z takich objawów jak:

  • Poczucie zmniejszenia energii, braku sił, ograniczanie swoich aktywności (pójdę do pracy lub do kina, ale najchętniej położyłbym się i nic nie robił)
  • Trudności ze spaniem (np. wcześniejsze wybudzanie się)
  • Płaczliwość
  • Mała wiara w siebie i poczucie niedostosowania
  • Trudności z koncentracją
  • Utrata zainteresowania i radości z rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność
  • Bezradność (nie mam na nic wpływu, życie dzieje się jakby bez mojego udziału)
  • Dostrzegalne nieradzenie sobie ze zwykłymi obowiązkami (inne bliskie osoby przejmują moje obowiązki)
  • Pesymistyczne nastawienie na przyszłość lub ciągłe rozpamiętywanie przeszłości
  • Wycofywanie się z relacji społecznych (raczej unikam spotkań integracyjnych w pracy, wspólnych wyjść ze znajomymi)
  • Zmniejszona rozmowność

Dystymia kwalifikuje do podjęcia farmakoterapii i psychoterapii. Możliwe jest wyzdrowienie i pożegnanie się z tym trudnym stanem. Dystymia jest zaburzeniem nastroju, a więc pewnego rodzaju nierównowagą w doświadczaniu i przeżywaniu codzienności. Powoduje ona, że tracimy kontakt z własnymi zasobami, silnymi stronami. Niejako „zapominamy” o naszych wartościach, przez co życie wydaje nam się puste i jałowe. Potrzebujemy dotrzeć do źródeł naszej siły, uzdrowić swój sposób patrzenia na własne życie, żeby odzyskać poczucie sprawstwa i prowadzić takie życie, za jakim w głębi serca tęsknimy.