Ciało jest naczyniem, które mieści moją duszę, moje emocje, marzenia, przemyślenia. Jestem mu wdzięczna za ufność z jaką mi się powierza, za to że poddaje się wszystkiemu co z nim robię… za cierpliwość, za wierność. Dziękuję wam moje nogi i moje stopy, za tysiące przebytych kilometrów, za to że niosłyście mnie zawsze tam, gdzie chciałam. Dziękuję ci moje łono, któreś dało życie moim dzieciom, dziękuję ci że dajesz mi poczuć jedność z drugim człowiekiem. Mój brzuchu, dziękuję ci za twoją czujność i wrażliwość na wszelki stres. Dziękuję że dbasz o mnie i  karmisz mnie. Dziękuje wam moje piersi – źródło miłości i opieki dla moich dzieci. Dziękuję wam moje plecy – że trzymacie mnie zawsze prosto, żebym nie zapominała o swojej godność. Dziękuję ci moje serce, że tyle osób w sobie mieścisz. Dziękuję, że dostarczasz do całego ciała życiodajnej krwi, że czuwasz nad moim bezpieczeństwem i ostrzegasz przed wrogiem. Moje płuca – dziękuję wam za oddech, za jego miarowość z jaką mnie uspokaja i pozwala trwać w chwili obecnej. Dziękuję wam moje ręce i dłonie – które pomagacie mi wyrażać troskę i miłość do innych. Dziękuję wam, za to że mogę pracować, że mogę się zmęczyć. Dziękuje wam moje oczy, że mogę innych obdarować łagodnym spojrzeniem. Dzięki wam nauczyłam się rozróżniać piękno od brzydoty, zło od dobra. Dziękuję wam, moje powieki, że przypominacie mi o potrzebie snu. Dziękuję wam moje usta, za słowa, pocałunki, szepty, smakowanie. Dziękuję mojemu ciału i każdej jego części z osobna, za harmonię z jaką współpracują, za mądrość, za wrażliwość.

Przepraszam cię moje ciało za biczowanie cię dietami, alkoholem, papierosami, złym jedzeniem, niewygodnym ubraniem. Moja skóro, przepraszam cię za zranienia, cięcie, szarpanie. Przepraszam cię za brak czułości w dotyku, za inwazyjność w obchodzeniu się z tobą, przykrywanie cię tonami makijażu, ulepszanie cię zabiegami. Przepraszam cię moje ciało za złe słowa o tobie, krytykę, wyśmiewanie cię. Wybacz, że nie mogłam na ciebie patrzeć. Przepraszam cię moje ciało, że cię nie akceptowałam, odrzucałam, chciałam cię wymienić na inne – lepsze, ładniejsze, po prostu inne niż ty. Wybacz, że nie pozwalałam ci zwolnić, odpocząć, odprężyć się. Chciałam z ciebie wycisnąć jak najwięcej, po prostu cię użyć do granic możliwości.  Żałuję, że cię nie słuchałam, ignorowałam twoje rozpaczliwe wołanie o pomoc, o rozsądek, o szacunek. Wybacz mi, że nie umiałam zaakceptować twoich  naturalnych rytmów, które usiłowałam zniszczyć. Wybacz mi, że chciałam zabić twoją płodność. Nienawidziałam twojej comiesięcznej krwi, przeklinałam swój ból, twój ból – ciebie. Przepraszam, że cię głodziłam. Przepraszam, że karmiłam cię byle czym i często w nadmiarze, że zmuszałam cię do wymiotów.  Wybacz mi, że twój krzyk i ból zagłuszałam tabletką i nie chciałam zrobić nic więcej, byłeś było cicho. Wstydziłam się ciebie, tego, że się zmieniasz. W swojej naiwności myślałam, że zawsze będziesz bez skazy. Chciałam udawać przed sobą i przed innymi, że się nie starzejesz. Nie rozumiałam jeszcze wtedy, że ty dojrzewasz razem ze mną. Nawet nie rozumiałam, że ty czujesz.

Czy wybaczysz mi?