Dlaczego nie mamy czasu? Tym, którzy narzekają na brak czasu towarzyszy poczucie, że trzeba zrobić zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. Pozostaje sprawą subiektywną ile to jest „zbyt wiele” oraz ile to jest „zbyt krótki czas”. Przeciążenie zadaniami rodzi ogromne napięcie, irytację i zmęczenie. Trudno skoncentrować się na chwili obecnej, gdy myśli biegną ku temu co jeszcze jest do zrobienia. Trzeba jednak zaznaczyć, że określenie „nie mam czasu” w rzeczywistości oznacza, że nie mam go (czasu) na tę konkretną rzecz, lecz mam go na coś innego. Jeśli więc mówię komuś, że nie mam czasu na spotkanie, to komunikuję mu jednocześnie, że spotkanie  z nim, nie jest teraz dla mnie aż takie ważne. To na co mam czas w danej chwili, zależy od moich priorytetów, od tego o czym decyduję, że jest ważniejsze w danym momencie od wszystkiego innego. Czyli to ja decyduję, na co w tej chwili poświęcam czas. Mimo, że wiążą mnie terminy i różne zobowiązania, to zawsze ja sam ostatecznie decyduję czy chcę te zobowiązania spełnić. Może być to dość kłopotliwe – przyznać, że sami odpowiadamy za swój pośpiech i poczucie zabiegania, wiecznego bycia w niedoczasie. Jednak dopiero przejęcie pełnej odpowiedzialności za towarzyszące nam uczucie braku czasu, może pomóc zmieniać ten stan.

Jedną z przyczyn zabiegania są własne wysokie wymagania i trudność w rezygnowaniu. Chcemy mieć wszystko i robić wszystko. Współczesny świat daje nam nieskończone możliwości wyboru. Jest ich tak dużo, że podejmowanie decyzji przychodzi nieraz z trudem, bo niejednokrotnie oznacza rezygnację z atrakcyjnych rzeczy, kosztem innych atrakcyjnych rzeczy. Wciąż jednak muszę zrezygnować i odbieram to jako stratę. Wybieranie zajęć dodatkowych dla dzieci może być dobrym przykładem. Jeżeli już zdecydujemy się na jakieś, to możemy odkryć, jaki niepokój rodzi się w nas, kiedy rezygnujemy z innych. Co lepiej wybrać dla dziecka przedszkolnego – balet czy może język obcy? Wszystko przecież wydaje się być niezbędne do rozwoju… W pracy zawodowej może się okazać, że bierzemy wszystkie pojawiające się zlecenia, nie patrząc na psychofizyczne koszty, bo przecież „musimy jakoś zarobić na kredyt”. Być może w domu także chcemy, żeby wszystko działało jak w zegarku i nie potrafimy odpocząć, dopóki wszystko nie zostanie zrobione „tak jak trzeba”. Ta nieumiejętność odpuszczania sobie, rezygnowania, zadowalania się tym co mam oraz bardzo wysokie oczekiwania względem siebie – może powodować, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, co byśmy chcieli lub tak, jakbyśmy chcieli. Usiłując spełnić własne wygórowane oczekiwania wpadamy w poczucie napięcia, gonitwę i nieustannie walczymy z czasem. Czas jest wówczas naszym wrogiem i utrudnia nam realizację planów. Wielu ludzi odczuwa ulgę, kiedy doświadczy, że w życiu nie musi odnosić samych sukcesów. Dla wielu – pozwolenie sobie na odczuwanie słabości, na bycie niedoskonałym jest uzdrawiającym doświadczeniem, bo uwalnia od presji i pozwala odczuć jak to jest być wreszcie sobą.

Przyczyną nieustannego pośpiechu i braku czasu może też być skłonność do perfekcjonizmu. Z niego rodzi się przymus zrobienia wszystkiego co sobie zaplanujemy i to jak najlepiej się da.  Jest to niebezpieczny sposób budowania poczucia własnej wartości, bo rodzi wiele napięć i nigdy nie daje ukojenia. Zamiast tego pojawia się niezadowolenie siebie, zwłaszcza w tych momentach, kiedy nie udaje się zrobić wszystkiego tak, jak sobie zaplanowaliśmy.

Inną jeszcze przyczyną poczucia braku czasu jest nieumiejętność trwania w teraźniejszości. Nasz umysł ma skłonność do nadmiernego analizowania przeszłości. Najczęściej niestety w postaci rozpamiętywania doznanych krzywd. Umysł ma także niebywałą zdolność przenoszenia nas w przyszłość poprzez zamartwianie się tym, co będzie. W efekcie mogą pojawić się nieprzyjemne emocje lub stan zmęczenia. Jeśli skupiamy się na chwili obecnej, na tym co akurat robimy – umysł jest mniej obciążony, a sama czynność sprawia więcej przyjemności. Ucząc się bycia w teraźniejszości, uczymy się cieszyć życiem. Niektórzy mówią, że mają poczucie jakby życie przeciekało im przez palce. Tak się manifestuje brak świadomej obecności w chwili obecnej. Jeśli jestem obecny (swoim umysłem) w tym co akurat robię, zyskuję poczucie dobrze wykorzystanego czasu oraz większej integralności wewnętrznej. Współczesna skłonność do wielozadaniowości w sposób niewyobrażalny obciąża nas psychicznie. Nie można wykonywać kilku nawet umiarkowanie skomplikowanych czynności jednocześnie bez kosztów w postaci większego zmęczenia, mniejszej kreatywności i w końcu słabszych efektów. Neuronauka potwierdza te obserwacje. Wielozadaniowość obniża zdolność do koncentracji i ogólnie, obniża potencjał umysłowy.  Doświadczył tego pewnie każdy, kto spróbował wykonać jakąś złożoną pracę na komputerze, a jednocześnie odbierał maile, telefony i odpowiadał na pytania innych. Taka praca w końcu rodzi trudności z koncentracja uwagi, irytację i zmęczenie. Pomocne w tym wypadku jest wykonywanie jednej rzeczy w jednym czasie, wtedy kiedy jest to możliwe. Wszystko po kolei jest dużo korzystniejszą zasadą dla mózgu niż wszystko na raz.

Osoby, którym doskwiera syndrom zmarnowanego czasu – najwięcej swojego czasu inwestują w pracę oraz w bierna rozrywkę (np. przed telewizorem, na facebooku). Tymczasem inwestowanie czasu w siebie, swój rozwój, odpoczynek – pozwala nam budować swoją odporność na stres, wzmacnia nasze poczucie wartości i daje nam odetchnąć. Podobnie pielęgnowanie bliskich kontaktów stanowi źródło wsparcia w stresie, ale też nadaje sens naszemu życiu.

Brak czasu ujawnia się więc w poczuciu presji z powodu tego, że chcemy zrobić zbyt wiele rzeczy w zbyt krótkim czasie. Można usprawiedliwiać się mówiąc, że po prostu życie jest zbyt szybkie i nic nie da się z tym zrobić. Można też zejść nieco głębiej i spojrzeć w prawdziwe przyczyny poczucia braku czasu, kryjące się w naszych niezaspokojonych potrzebach.

Więcej na ten temat:

  1. Spitzer „Cyfrowa demencja”
  2. Kabatt -Zinn „Życie – piękna katastrofa”,